
Tytuł oryginalny: Federalism - A Global Theory. The Impact of Proudhon and
the Personalist Movement on Federalism.
Przełożył: Artur Piotr Kmiecik (Studium Języków Obcych, PO).
Konsultacja merytoryczna: Tadeusz Detyna (Instytut Nauk Społecznych,
Uniwersytet Opolski).
Presses d'Europe. Nice 1995
(tam też wszystkie odnośniki i bibliografia).
W Europie federalizm jest powszechnie pojmowany jako praktyka podziału władzy między instytucje federalne a kraje związkowe; jako model ponadnarodowej integracji zachodzącej - głównie, lecz nie wyłącznie -- w ramach Unii Europejskiej; lub też jako praktyka regionalizmu w obrębie naszych państw. Federalizm istnieje nie tylko jako polityczny i społeczny model, ale również jako przyszłościowo zorientowana filozofia i metodologia. Podwaliny pod rozwój ogólnej koncepcji federalizmu położył Pierre-Joseph Proudhon. Jego metodologiczne podejście oraz teoria społeczeństwa federalnego zainicjowały ruch personalistyczny we wczesnych latach 30., który później przekształcił się w szkołę myślenia założoną przez Alexandre'a Marca. Jej wyznawcy nazywani są Integralnymi lub Globalnymi federalistami.
Celem niniejszego artykułu jest krótkie przedstawienie filozoficznych podstaw owego podejścia do federalizmu w aspekcie całego globu, które charakteryzuje się tym, że przewiduje powszechne zastosowanie zasad federalizmu we wszystkich obszarach życia społecznego, a nawet w ogólnej metodologii wiedzy.
Zanim przejdziemy do szczegółów, ustalmy co powinno być rozumiane pod pojęciem federalizmu. Gdy powstawał zrąb pierwszej federalnej konstytucji w Filadelfii, koniecznością stało się znalezienie kompromisu pomiędzy dwiema całkowicie sprzecznymi orientacjami:
Poprzednik globalnego federalizmu, lecz i również ojciec duchowy anarchizmu i utopijnego socjalizmu, Proudhon opisuje w Du principe federatif, model społeczeństwa złożonego z autonomicznych zrzeszeń federalizujących się na bazie dobrowolnych umów. Władza więc jest tak podzielona, by znalazła się możliwie blisko problemów, które ma rozwiązywać. ,,Władza powinna być wszędzie, a nawet pozostać w centrum''. Lokalne społeczności, warsztaty i małe fabryki są podstawą proudhoniańskiego społeczeństwa; są niezależne i demokratycznie współzarządzane. Następnie federują się one w większe regiony i zespoły produkcyjne, które z kolei tworzą federalne państwa, i ostatecznie łączą się we wszechobejmującą ponadnarodową federację. Zasadniczy zrąb proudhoniańskiego społeczeństwa federalnego tworzy ,,umowa społeczna''. Inaczej wszakże niż u Rousseau - przyjęcie jej nie doprowadza do zaniku niezliczonych i zatomiowanych jednostek w kolektywistycznych strukturach podobnym mrowiskom. Umowa społeczna, w rozumieniu Proudhona, wyraża się w zasadzie wzajemności (,,mutualism''), tj. pragnieniu ograniczenia i uregulowania konfliktów poprzez zrównoważenie umów pomiędzy autonomicznymi stronami. Wolność (ang. liberty) natrafia tutaj na swoje ograniczenie - tam gdzie występuje brak równowagi bądź pojawia się monopol na władzę, bądź też kiedy wolność zmienia się w anarchię w najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu.
Metodologia Proudhona często określana jest jako ,,otwarta dialektyka'', odwrotnie niż heglowska synteza, gdzie napięcie między tezą a antytezą wydaje się rozłożone i przez to zanikające. Polaryzacja, napięcia a nawet konflikty występują również, ale są regulowane w ramach federalnej struktury. Nie ma potrzeby likwidacji regionów w scentralizowanych państwach narodowych czy narodów w scentralizowanej Europie nieodległej przyszłości. Otwarta dialektyka federalizmu nie jest filozofią typu ,,albo... albo'', lecz ,,i jedno, i drugie''. Istota dialektyki Proudhona leży w obserwacji dynamiki i antynomicznych relacji zachodzących w dowolnym miejscu. Równowaga między wszystkimi antagonizmami powinna znaleźć oparcie w - sprawiedliwości, którą Proudhon rozumie jako rezultat względności i dialogu, wzajemnego szacunku i uznawania osób i grup o innych niż nasze zapatrywaniach.
Filozofia ta rozwijała się i była propagowana, szczególnie w latach trzydziestych, przez założycieli i członków ruchów personalistycznych oraz pism L'Esprit i L'Ordre Nouveau (tytuł tego drugiego nie ma nic wspólnego ze skrajnie prawicowym ugrupowaniem, które przyjęło taką nazwę parę lat później). Byli też w tym ruchu ,,profesjonalni'' filozofowie, tacy jak: Stern, Blondel, Buber, Scheler, protestancki teolog Karl Barth, katoliccy pisarze Gabriel Marcel i Jacques Maritain oraz prawosławny Nikołaj Bierdiajew. Trzech ostatnich współtworzyło L'Ordre Nouveau i L'Esprit. Do personalistów lat trzydziestych zaliczamy jeszcze Roberta Arona, Arnauda Dandieu, Aleksandre'a Marca, Emmanuela Mouniera, Daniela Ropsa i Denisa de Rougemont. Obecnie jednym z najwybitniejszych myślicieli tego kierunku jest papież Jan Paweł II.
Do pionierów, Aleksandre'a Marca i Denisa de Rougemont, dołączył po zakończeniu drugiej wojny światowej Henri Brugmans, który został personalistą działając w ruchu oporu. Wraz z kilkoma innymi rozwijali oni idee tej filozofii. Jak się możemy przekonać, nie był zbiegiem okoliczności fakt, iż wymienieni powyżej myśliciele są również znani jako ,,ojcowie'' globalnego lub inaczej proudhoniańskiego federalizmu.
Personaliści skupiają się wokół pewnych uniwersalnych doktryn. Henri Brugmans definiuje je następująco. ,,Wszyscy myśleli, że indywidualizm zainspirowany przez jakobinów prowadzi wprost do atomizacji społeczeństwa, co z kolei spowodowałoby powstanie państwa absolutnego jako przeciwwagi dla stanu totalnej dezintegracji'': ,,spoiwem systemów totalitarnych są prochy indywidualistów'' (Denis de Rougemont). Jednostka jest osobą zarówno obarczoną odpowiedzialną jak i wolną, uwikłaną w zobowiązania społeczne i autonomiczną, istnieniem samym w sobie, acz połączonym ze współtowarzyszami życia społecznego za pomocą odpowiedzialności do jakiej się poczuwa względem nich.
Jednakże personalizm odrzuca tak indywidualizm, jak i kolektywizm. Sprzeciwia się indywidualistycznej ideologii opartej na przypuszczeniu, że suma wszystkich antyspołecznych egoistycznych zachowań doprowadzi do ogólnej wolności i bogactwa. Jednocześnie personalizm stoi w opozycji do jednostronnego kolektywistycznego priorytetu danego przytłaczającej masie społecznej, wedle którego manipulowane jednostki są postrzegane jedynie jako niewolnicy, mający zbudować lepszą przyszłość.
Samorealizacja wymaga przede wszystkim niezależności oraz wolności jednostki. Może to być osiągnięte jedynie wówczas, gdy podstawowe społeczności (pozwalając na istnienie normalnych stosunków międzyludzkich) są również niezależne. Równocześnie personaliści nie pragną też powrotu partykularyzmów (ang. parochialism). W rzeczywistości zasada autonomii oznacza destrukcję uciążliwego centralizmu wielkich masowych organizacji przez rzeczywistą decentralizację ośrodków decyzyjnych aż do ich korzeni lub lepiej - poprzez stworzenie nowych społeczności na miarę człowieka; międzysąsiedzkich (ang. neighbourhood) organizacji w dużych zurbanizowanych rejonach; przegrupowanie pracowników w autonomiczne zespoły robocze w fabrykach, podniesienie rangi organizacji zakładowych. Każda z tych jednostek (ang. entities) będzie w stanie docenić swoją autonomię tylko wtedy, jeśli będzie posiadała swój status i środki finansowe, niezbędne do tego , by korzystać ze wszystkich przysługujących jej praw.
Jednak decentralizacja i tworzenie nowych autonomicznych społeczności są ograniczone przez potrzebę niezależności sąsiadujących grup, tak jak wolność każdej osoby jest ograniczona taką samą potrzebą wolności innych ludzi. Jeśli jednak chce się zapobiec atomizacji i anarchizacji społeczeństwa, nie można dopuścić, by autonomia oznaczała całkowitą suwerenności czy wolności.
Zastosowanie zasady autonomii nieuniknienie rodzi konflikty. Współpraca pomiędzy niezależnymi centralami decyzyjnymi i restrukturyzacja całego społeczeństwa - oba działania oparte na powszechnie zaakceptowanych normach konstytucyjnych, prawie oraz dowolnie zawieranych umowach - powinno prowadzić do cywilizacji wolnych i odpowiedzialnych ludzi.
To pionowe przeszeregowanie stawia pytanie o podział kompetencji politycznych, ekonomicznych, społecznych i kulturalnych ośrodków decyzyjnych władz, zgodnie z rzeczywistymi potrzebami i wymaganiami Aby respektować autonomię społeczności składowych, władza federalna sprawuje tu jedynie wspomagającą rolę i interweniuje jedynie w sytuacji, kiedy problem przekracza poziom kompetencji ośrodków podporządkowanych (ang. subordinated). Podobnie autonomia sfederalizowanych społeczności jest ograniczona tak dalece, jak procesy decyzyjne, podejmowane we wspólnym interesie, podlegają władzy federalnej; a instytucje tej władzy biorą w nich udział na tym samym poziomie.
Jest to zasada udziału, która ustanawia prawdziwie transcendentalną rolę
osoby ludzkiej w społeczeństwie. Udział ten jest uwarunkowany zasadami
opisanymi powyżej; jest to jedynie możliwe w niewielkich społecznościach,
gdzie jednostka jest w stanie w pełni świadomie się realizować i współdziałać
z innymi jednostkami. W dodatku, społeczności te muszą być ze swej strony
zdolne do uczestnictwa w rozwiązywaniu problemów, które dzielą z pozostałymi
społecznościami - albo poprzez współpracę na jednym poziomie, albo poprzez
swój związek z bezpośrednio wyższymi władzami.
Konflikty i wojny, głód i zacofanie gospodarcze, czystki etniczne,
ignorancja i przemoc, nacjonalizm, ksenofobia i brak tolerancji, tortury i
inne naruszenia praw człowieka, zniszczenie naturalnego środowiska itp. są
jedynie epifenomenami głębszego kryzysu, który dotknął nasz współczesny
świat. Zanim zagłębimy się w szczegóły, chciałbym uniknąć nieporozumień i
podać własną definicję kryzysu: nie używam słowa 'kryzys' w sensie chaosu i
katastrofy, ale w jego pierwotnym znaczeniu, tak jak używano tego pojęcia w
starożytnej Grecji; tam 'kryzys' znaczył sytuację zerwania z przeszłością,
kiedy poprzedni system wartości poddano ,,osądowi'', skutkiem czego został on
zakwestionowany. Kryzys może prowadzić do chaosu, katastrofy, a nawet
spowodować koniec cywilizacji, ale i również zapoczątkować odnowę, reformy
lub uzdrawiającą rewolucję.
Istota obecnie przeżywanego kryzysu świata współczesnego może być zilustrowana zachwianymi relacjami między człowiekiem a przyrodą, powstałymi w wyniku zerwania więzi pomiędzy nimi, oraz zachwianymi relacjami między człowiekiem a światem techniki, który został przez niego stworzony, a i w końcu pęknięciem w kontaktach społecznych.
Można łatwo zrozumieć, jak i dlaczego związek pomiędzy człowiekiem a przyrodą stał się tak nieharmonijny. Chociaż niszczenie środowiska zawsze istniało, w przeszłości zazwyczaj dochodziło do niego na skutek naturalnych katastrof, takich jak: trzęsienia ziemi, huragany, powodzie i wybuchy wulkanów. Dzisiaj wszyscy wiemy, że niszczenie idzie z innego, odwrotnego kierunku: to właśnie człowiek niszczy przyrodę. Ponadto większość z nas, a przynajmniej ci, którzy mieszkają w zindustrializowanym, zurbanizowanym społeczeństwie, straciła umiejętność bezpośredniego obcowania z przyrodą. A jednocześnie wszyscy odczuwamy silną nostalgię za tym doświadczeniem. Nikt nie cieszy się większą popularnością w telewizji niż zwierzęta występujące w naszych serialach. W rzeczywistości nie ma tam prawdziwych zwierząt, a jedynie skrywające się istoty ludzkie. Podobnie zachwiane relacje zachodzą pomiędzy człowiekiem a technologią. Nasz świat staje się coraz bardziej techniczny, a my sprawujemy nad nim coraz słabszą kontrolę. Daleko idąca specjalizacja doprowadziła do prawie całkowitego zatracenia przejrzystości.
Nasze społeczeństwo jest coraz bardziej zdominowane przez wielkie masowe organizacje, takie jak duże miasta, korporacje z dziesiątkami tysięcy zatrudnionych, partie polityczne, związki oraz publiczne i prywatne struktury biurokratyczne. Małe grupy, w postaci rodzin lub niewielkich przedsiębiorstw, są w odwrocie już od czasów rewolucji przemysłowej. Większość naszych rodaków spędza znaczną część swojego życia w zagmatwanych, anonimowych strukturach społecznych.
Rezultatem tego ,,umasowienia'' jest narastający pęd ku indywidualizmowi. Społeczne zaangażowanie na rzecz społeczności, w której żyjemy, jest rzadką cnotą, podczas gdy egoistyczna pogoń za indywidualnymi celami należy do reguły. Poza naszymi przyjaciółmi i znajomymi, ludzkość jawi się nam jako zestawienie jednorodnych etykietek. Mówimy o kobietach, katolikach, Czarnych, Chińczykach, Amerykanach, robotnikach, rolnikach itp., jak gdyby byli oni wszyscy robotami maszerującymi w jednym kierunku i zachowującymi się w ten sam, charakterystyczny dla reprezentowanej klasy, sposób. W zasadzie te wszystkie etykietki opisują tylko jeden wymiar ludzkiej grupy, lekceważąc wszystkie inne. Przez używanie powyższych etykietek z góry negujemy bogatą złożoność naszego rzeczywistego świata.
Proudhoniańskiego modelu społeczeństwa i personalistycznego myślenia nie można uważać za reprezentujących ostateczny model doskonałego społeczeństwa. Fundamentalnym założeniem w podejściu do tego zagadnienia jest to, co Francuzi nazywają ,,la pluri-apartenance de l'homme''. Każda indywidualna osoba należy do różnych grup i różnych społeczności. Każde monistyczne ograniczenie się do tylko jednego z tych różnorodnych wymiarów, narodowości, klas społecznych, zawodów itd., prowadzi do nieuniknionego naruszania wolności i destrukcji bogatej różnorodności życia ludzkiego. Globalny i integralny federalizm pragnie uznać tę różnorodność przez pełne uznanie faktu samorządności, przysługującego wszystkim grupom. Tylko, jeśli ten warunek zostanie spełniony, czy jedność prowadzić będzie do większej wolności i solidarności? W tym miejscu szczegółowe opisy wszystkich propozycji poczynionych przez współczesnych proudhoniańskich i personalistycznych federalistów mogłyby okazać się zbyt obszerne, dlatego też przedstawimy tu jedynie kilka bardziej znaczących przykładów:
W sferze politycznej - demonopolizacja państw narodowych; zarówno wewnątrz, aby utorować drogę do prawdziwego regionalizmu i do ponownego zdefiniowania kompetencji rządów lokalnych - wszystko z myślą o demontażu centrów urbanistycznych, które coraz bardziej nie nadają się do zamieszkiwania - jak i na zewnątrz - poprzez powołanie federalnej Europy i transformację Narodów Zjednoczonych w światową federację.
W sferze ekonomicznej i społecznej - proudhoniańscy federaliści postulują cały szereg instytucji powołanych do zabezpieczania autonomii i spełniania się osoby ludzkiej. Najważniejsze jest jednak gwarantowanie minimum ,,płacy społecznej'', co powinno wyprzeć obecny system państwa opiekuńczego. Dodatkowe zasilanie źródeł finansowych pochodziłoby z wkładu obywatelskiego: każda osoba musiałaby spędzić rok lub dwa na wykonywaniu pracy, która jest teraz pozostawiona subproletariatowi wywodzącemu się z imigrantów z Trzeciego Świata.
W sferze kultury nic nie jest bardziej ważne dla integralnych federalistów
niż szacunek dla różnorodności języków i kultur, które to tworzą całe
bogactwo europejskiego dziedzictwa. Żaden ,,raison d'Etat'' nie może
usprawiedliwiać ucisku mniejszości etnicznych, których realizowanie się w
autonomii w żaden sposób nie godzi w jedność federacji. Przykład Szwajcarii
pokazuje to wyraźnie. Gdyby Berno zastosowało ideologię ,,Republique une et
indivisible'', włoski nigdy nie mógłby być używany w Lugano, a francuski
mógłby być tylko ,,tolerowany'' jako ,,folklorystyczny'' dialekt w Genewie i
Lozannie, a okazjonalne audycje radiowe, nadawane w tych językach, uważano
by za przejaw wspaniałomyślności. A przecież kultura europejska zawsze się
prezentowała zarówno jako jednorodność, jak i różnorodność.
Jeśli przestaniemy rozważać federalizm jako ideologiczną projekcję
perfekcyjnie idealistycznego społeczeństwa lub produkt pełen pobożnych
życzeń, a zaczniemy myśleć o nim jako o realistycznej orientacji, to
przyznamy, że wiele z nabrzmiałych problemów światowych nigdy nie znajdzie
odpowiedniego rozwiązania bez federalistycznego podejścia.
Lecz mimo pewnego postępu w przyjmowaniu federalistycznych rozwiązań, federalizm jako globalne podejście do problemów świata ciągle pozostaje utopią. Rzeczywistość jest bowiem inna. Pierwszym krokiem w kierunku skutecznej strategii musi być dostrzeżenie i właściwa ocena przepaści dzielącej obecną sytuację od proponowanego modelu. Dialektyczne i konfliktowe relacje między nimi istnieć będą zawsze. Nasz świat nigdy nie będzie idealnie federalistyczny. Niemniej jednak wiemy, że federalistyczne rozwiązania, bądź częściowe, bądź globalne, są najlepszą drogą do zastąpienia przemocy i ucisku - wolnością i odpowiedzialnością, a manipulacji -- współdziałaniem. ,,Realizm'' dla federalistów oznacza zaakceptowanie częściowych przedfederalistycznych rozwiązań - bez jednoczesnej utraty z pola widzenia globalnych celów tego ruchu. Ale oznacza to również, iż częściowe rozwiązania nigdy nie będą uznane za wystarczające. Realizm nie może być po prostu usankcjonowaniem istniejącego status quo oraz naiwnej wiary w jego ustawiczną kontynuację. W sytuacjach kryzysowych realizm wymaga przecież znalezienia adekwatnych rozwiązań.
Federaliści często kłócili się o odpowiednią strategię. Niektórzy z nich uważali, że powinni głównie starać się przekonywać do swoich koncepcji administracje, parlamenty i rządy na drodze działań grup nacisku - powszechnie zwanych lobbingiem. Inni z kolei chcieli rozwijać masowy ruch: ,,Dzień, w którym federaliści będą w stanie zorganizować liczące się demonstracje, będzie dniem, w którym rządy zaakceptują rozwiązania federalistów - po to, by nie przegrać następnych wyborów'' (Guy Heraud). Wyciągając wnioski z obu strategii, powstała trzecia, kładąca nacisk na pisanie i nauczanie w myśl zasady: ,,najpierw wykształćmy członków naszego ruchu!''.
Przypuszczalnie najlepszym rozwiązaniem jest tutaj połączenie wymienionych strategii. Metoda lobbingu powinna mieć zastosowanie tam, gdzie jest skuteczna, demonstracje zaś powinny być organizowane jedynie tam, gdzie istnieje szansa zgromadzenia dostatecznej ilości ludzi mogących wywrzeć nacisk na politycznych przywódców - tak silny, by zajęli się przełożeniem federalistycznego modelu na skuteczne polityczne programy.
Niemniej ważnym jawi się też pytanie o to, czy globalne koncepcje federalistyczne nie skomplikują niektórych bardziej prostych federalistycznych strategii dla zjednoczonej Europy czy świata. W odpowiedzi trzeba jednak podkreślić, że ponadnarodowe zjednoczenie nie może być celem samym w sobie. Jest ono pożądane tylko wtedy, jeśli zachowa naszą różnorodność i przyczyni się do rozwiązania problemów ponadnarodowych. Tylko wtedy ludzie zaczną postrzegać rzeczywistą tożsamość ponadnarodową.